|
maraton z trabantem |
| Autor |
Wiadomość |
Tomek Ziętek (Magik)
Gość
|
Wysłany: 2004-12-21, 10:27
|
|
|
Przeżyłem wczoraj 400 metrowy maraton na trasie toruńskiej. Full korek i ja pchający trabika do pierwszego zjazdu na gdańską. Nikomu nie życzę pchać pod górkę (dobrze że fajek już nie pale bo bym nie dopchał.
A nasi kierowcy... ? Tylko przemilczeć nawet żaden nie zaproponował by cokolwiek pomóc.... |
|
|
|
 |
mtrabant
Gość
|
Wysłany: 2004-12-21, 11:46
|
|
|
| Na takie okazje polecam akumulator 72 Ah i dobry rozrusznik. Kiedys jak mi zdechl na Woloskiej to jakis kilometr doturlalem sie na rozruszniku. |
|
|
|
 |
Tomek Ziętek (Magik)
Gość
|
Wysłany: 2004-12-21, 13:53
|
|
|
| Ja ma nawet większy aku (84 Ah), z tym że 6 voltowy. I właśnie jego rozładowanie było powodem awarii |
|
|
|
 |
Qbs
Gość
|
Wysłany: 2004-12-21, 18:49
|
|
|
A ja nie narzekam na kierowcow, zawsze gdy konczy mi sie benzyna i staje na srodku drogi to ktos sie zatrzymuje i oferuje mi pomoc (a czesto mi sie to zdarza bo zawsze mysle ze uda mi sie jeszcze do stacji dojechac ;-p ) A o pchaniu pod gorke tez cos wiem, nigdy wiecej
Pozdrawaim =] |
|
|
|
 |
peeter
Gość
|
Wysłany: 2004-12-31, 17:07
|
|
|
| a ja o 3 w nocy w wigil;ie pchalem swojego trabika okolo 1500 metrow:(pale fajki i myslalem ze pluca wypluje, a jak do domku wlazlem to tylko mialem sile na lozko sie pierdzielnac:) pozdrawiam |
|
|
|
 |
peeter
Gość
|
Wysłany: 2004-12-31, 17:09
|
|
|
| no i dodam ze na swojej drodze mialem przejazd kolejowy i dosc spory mostek do pokonania:)nikt nie pomogl bo nikogo na drodze nie bylo:) |
|
|
|
 |
Grzesiek
Gość
|
Wysłany: 2005-01-02, 13:09
|
|
|
Witam
Ja wczoraj miałem mały bieg.Trabi zgasł mi na środku torowiska,a pech chciał,że nadjeżdżał tramwaj.Na szczęście trochę zwolnił i zdąrzyłem go zepchnąć.Ale na pomoc ludzi przechodzących obok nie miałem co liczyć.Każdy tylko patrzył i się śmiał:/
Pozdrawiam |
|
|
|
 |
James
Gość
|
Wysłany: 2005-01-15, 21:50
|
|
|
| Mi jeszcze nikt nie pomógł, zawsze sam pchałem swojego traba, a ci za mną jeszcze trąbili, a ludzie na ulicy i przystankach śmiali się:( A raz to trabi sam mi uciekł:) Była górka i sobie zjechał, a ja biegłem za nim i nie mogłem dogonić... Zatrzymał się na znaku:))) Straty były niewielkie (lekko wgnieciony zderzak), ale strachu najadłem się sporo:) |
|
|
|
 |
Karol "MaxXx&
Gość
|
Wysłany: 2005-01-28, 11:44
|
|
|
Tez kiedys pchalem pod gorke pod wiatr - padl gaznik. A wczoraj gdy mi sie skonczylo paliwko pchalem przez bydgoszcz 1500m (dobrze oswietlony) to mnie prawie autobus potracil. Dobrze ze spowrotem moglem liczyc na trabantowych braci... :)
PozdDDRo |
|
|
|
 |
yarema47
Gość
|
Wysłany: 2005-01-28, 13:20
|
|
|
.
Ja parę razy musiałem cisnąć moje autko ale mu wybaczyłem bo w końcu każdy ma ciężkie chwile, no nie?
.
Parę dni temu musiałem TYLKO zepchać na chodnik kancioka mojej mamy. Było to na uliczce, na której nigdy nie było odśnieżane, więc jest na niej udeptany na lód śnieg. Nie było szans wepchać go na krawężnik, musiałem się poddać i prosić ludzi o pomoc. Z kartonem pewnie nieźle bym się spocił ale na pewno poradziłbym sobie sam. Nie ma co narzekać, ludzie się śmieją, bo nam zazdroszczą samowystarczalności. Każde auto choć raz powie "basta" i nie chce ruszyć, tylko, że wtedy trzeba prosic kogoś, żeby łaskawie pomógł albo dzwonić po pomoc i słono bulić.
.
Fakt autentyczny:
Kolega trabanciarz nigdy za kołnierz nie wylewa i zdarza mu się jechać "na gazie" (osobiście jestem radykalnym tego przeciwnikiem). Pewnego razu wracał z suto zakrapianej imprezki i zapomniało się biedakowi, że już drugi dzień jeździ na rezerwie no i pare kilometrów od domu kartonik zdechł. Wiele się nie zastanawiając otworzył szybę, zamknął drzwi i zaczął furę pchać. Pech chciał, że "za zakrętem stali", poczekali aż się do nich dokula i jeden podszedł aby zapytać co się stało. Jak zobaczył jego gębę to wściekł się nie na żarty: "Panie! przecież pan jest kompletnie pijany" A gość na to bez chwili namysłu: "A co Ty K...a myślisz?! Jak bym był trzeźwy, to bym go nie pchał tylko jechał!!!" No i go puścili a po ataku śmiechu poradzili, żeby był ostrożny :)
. |
|
|
|
 |
twe
Gość
|
Wysłany: 2005-01-30, 20:56
|
|
|
Mi kiedyś w Gaziku gazu zabrakło. Zablokowałem skrzyżowanie Górczewskiej z Powstańców Śląskich w Warszawie. Walczyłem z tym bydlakiem dobre 20 minut, aż w końcu pomogli mi jacyś przechodnie. Wstrzymałem ruch chyba we wszystkich kierunkach, ale żaden z kierowców nie śmiał zatrąbić, choć żaden też nie pomógł.
Z Trabikiem też miałem ostatnio przygodę i również zablokowałem jedno z głównych skrzyżowań. Na szczęście to autko jest dużo lżejsze niż Gaz.:) |
|
|
|
 |
|
|